Wesele w remizie – ślub w Koniakowie

Och, wesele w remizie OSP w Koniakowie… To było coś zupełnie innego, zupełnie wyjątkowego. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem, że Renia i Kuba planują zorganizować swoje wesele właśnie tam, myślałem sobie: „No cóż, to będzie wyzwanie, ale też niesamowita przygoda”. I nie myliłem się ani trochę.

Będąc fotografem ślubnym, mam to szczęście, że mogę pracować w najróżniejszych miejscach w Polsce. Miałem okazję uwieczniać wydarzenia w nowoczesnych przestrzeniach, w historycznych rezydencjach, na malowniczych polanach i w zacisznych zakątkach natury. Ale wesele w remizie? To było dla mnie zupełnie nowe doświadczenie – ostatni raz miałem możliwość być w tego typu miejscu na początku mojej przygody z fotografią ślubną – dobre 10 lat temu…

Wesele w remizie – klasyka, która odeszła w zapomnienie

Czego mi brakowało przez ostatnie lata? Otóż tego typu wyzwań. Wesele w remizie OSP w Koniakowie to było coś, czego nie spodziewałem się doświadczyć w mojej pracy. Ale dokładnie to, co było potrzebne, by przypomnieć sobie, dlaczego uwielbiam to, co robię.

Podczas uroczystej ceremonii w kościele św. Bartłomieja w Koniakowie, deszcz padał niemal jakby chciał wziąć udział w tej wyjątkowej chwili. Renia wyglądała jak marzenie w swojej białej sukni, a Kuba patrząc na nią, miał w oczach iskrę, która mówiła więcej niż tysiąc słów. Byłem tam, by uwiecznić ich spojrzenia, emocje, chwile wzruszenia i radości, nawet gdy deszcz starał się zakłócić tę magiczną chwilę.

Po ceremonii przyszła pora na to, co wyjątkowe – wesele w remizie OSP. Mimo deszczu, atmosfera była niesamowita. Goście bawili się, tańczyli, śmiali – wszystko to, co można sobie wymarzyć na idealnym weselu. A ja miałem przyjemność uchwycić te niezapomniane chwile na zdjęciach, chociaż musiałem uwzględnić kaprysy pogody.

Prowadzenie wesela przez Party Masters okazało się strzałem w dziesiątkę. Pomimo deszczu, atmosfera nie traciła blasku. Było coś w tym, jak wszyscy razem śmiali się z kaprysów pogody, co sprawiło, że ta chwila była jeszcze bardziej niezapomniana.

Ale potem, gdy się tego najmniej spodziewaliśmy, niebo się przejaśniło. Deszcz ustąpił miejsca zachmurzeniom, a potem nawet słońce wyjrzało zza chmur. To był moment, który wykorzystaliśmy na szczyt Ochodzita, gdzie nawet chmury zaczęły robić miejsce dla niebieskiego nieba. Tam, na szczycie, odbyliśmy niezapomnianą sesję plenerową.

Widok był zapierający dech w piersiach, a para młoda, w całym tym naturalnym pięknie, była jak ze snu. Ich miłość, nawet w obliczu kaprysów pogody, świeciła jasniej niż słońce na niebie.

To wesele w remizie OSP w Koniakowie pokazało mi, że czasem to, co wydaje się być przeszkodą, staje się częścią historii, która czyni ją jeszcze bardziej wyjątkową. Dziękuję Reni i Kubie za możliwość uwiecznienia tego niezwykłego dnia, który pokazał, że miłość potrafi świecić nawet w najbardziej nieoczekiwanych momentach.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.